Według psychologii zorientowanej na proces sny dzieją się wszędzie, także na jawie. Terapeuci Joe Goodbread i Kate Jobe opowiadają, jak je interpretować i jak z nimi pracować.
Nigdy nie uczestniczyłam w warsztacie o snach, ciekaw jestem, jak to wygląda…

Joe Goodbread: Załóżmy, że prowadzimy seminarium ze snów. Prawdopodobnie zacząłbym od tego, kim jestem, skąd pochodzę i co robię, a potem krótki wstęp o tym, że sny są częścią naszej rzeczywistości. I podałbym przykład. Ostatnio śniło mi się, że mój szef zwolnił wszystkich w naszej firmie. Jeśli pomyślę o tym śnie jako czymś realnym, to nie ma on sensu, bo takiej sytuacji nie ma w mojej firmie. Ktoś powie, że mózg po prostu odreagowuje moją codzienną aktywność, może jakieś niepokoje czy stresy. Ale można ten sen wytłumaczyć w sposób, w jaki zrobiliby to nasi nauczyciele, Arnie i Amy Mindell, twórcy Psychologii Zorientowanej na Proces. Powiedzieliby, że sny odnoszą się do naszego doświadczenia. Na przykład w codziennym życiu nie jestem szefem. Nie identyfikuję się także z pracownikami, bo jestem tuż przed emeryturą. Jeśli spojrzę na wszystkie te aspekty mojego doświadczenia, to mój sen wskazuje na napięcia i problemy, jakie mam w codziennym życiu, ale niezwiązane z pracą w firmie. To tak na początek.

A co, jeśli ktoś mówi wam na zajęciach: ale ja nie mam snów?

J.G.: To się zdarza bardzo często (śmiech). Analiza jungowska, którą się inspirujemy w naszej pracy, oparta jest na snach, więc teoretycznie, jeśli ktoś nie śni, to mamy problem. Ale Arnie Mindell uważał, że sny dzieją się wszędzie, także na jawie. Kiedyś zapytał mężczyznę, który twierdził, że nie śni, o to, co przytrafiło mu się tego dnia. Ten odpowiedział: „Wydarzyła się bardzo dziwna rzecz, ptak usiadł mi na głowie, kiedy jadłem na dworze”. „Ale co w tym niezwykłego?” – pyta Arnie. Na co ten mężczyzna: „Mam problem ze zwierzętami, one mnie nie lubią”. Arnie pyta: „A jak się ten ptak zachowywał?”, na co mężczyzna mówi: „Wylądował i wczepił się w moją głowę pazurami”. Ta historia brzmi jak początek snu! Facet mówi, że nie jest zbyt miłą, ciepłą osobą, nie lubi zwierząt, a tu poprzez symbol, figurę tego ptaka, widać, że on tak naprawdę chce być blisko ludzi, chce się w nich wczepić, bardzo ich potrzebuje. Ptak reprezentuje jego podświadome zachowanie.

Czy sny zajmują kluczowe miejsce w Psychologii Zorientowanej na Proces (POP)?

Kate Jobe: Tak, nasza praca polega właśnie na tym, by podążać za snami. Arnie Mindell odkrył, że sny wiążą się z doświadczeniami, jakie przytrafiają się ludziom. I te doświadczenia, jeśli za nimi podążyć, tak jak i sny, są źródłem rozwiązania problemów.

J.G.: Arnie, który bardzo inspirował się Jungiem, twierdzi, że wiele rzeczy, które widzimy jako stany i sytuacje, to tak naprawdę procesy. Na przykład mamy przed sobą osobę chorą na depresję. Gdy patrzysz na nią, widzisz, że przez większość czasu wygląda ona na chorą, ale niekiedy zdaje się być zainteresowana światem i niemal szczęśliwa. Klasyczna diagnoza powie, że masz do czynienia z osobą chorą na depresję z momentami remisji, wyjścia ze smutku. Mindell proponuje, żebyśmy przyjęli, że depresja to nie jest coś skończonego, kompletnego, to proces.

Jakich zaklęć uczycie podczas swoich zajęć? Jeśli to nie tajemnica.

J.G.: Najbardziej podstawowe zaklęcie to nauczenie się mówić „tak” zamiast „nie”.

To wydaje się proste.

J.G.: A jest bardzo trudne. Nieważne, co robi osoba, czego doświadcza, powiedzenie „tak” jest sposobem pokazania jej, że jej nie zniechęcasz, tylko zachęcasz do opowiedzenia detali swojego doświadczenia. Kolejne zaklęcie to pamiętać, że zachowania i uczucia są równie istotne jak to, co ludzie mówią.

K.J.: Częścią procesu, częścią magii jest to, co nazywamy świadomością. Nie wystarczy powiedzieć: „Opowiedz nam swoją historię, a ja rozwiążę twój problem”. Kluczowe jest powiedzenie: „Zainteresujmy się twoim problemem”. I to jest kolejne zaklęcie.

J.G.: Wróćmy do przykładu pracy z kimś, kto choruje na depresję. Jeśli chcesz uczynić go szczęśliwym na siłę, to się nie uda. Ale jeśli spojrzysz na depresję jako słowo modelowe, które służy do opisania bardzo bogatego świata doświadczeń, to wtedy patrzysz na tego kogoś inaczej. I proponujesz mu: „Pokaż mi swój świat, pokaż mi, jak to jest mieć depresję”. Czasem, kiedy spotykam osoby chore na depresję, one patrzą w dół. Staram się je wtedy zachęcić i mówię: „Śmiało, patrz w dół i kiedy będziesz gotowy, powiedz mi, czego doświadczasz”. I wtedy bardzo często ludzie nabierają powietrza i wydychają je całym ciałem. Jest w tym jakiś rodzaj ulgi kogoś, kto może do tej pory nie miał przyzwolenia na to, by wejść w siebie i doświadczyć tego, co czuje poprzez swoje ciało. Często podczas takiego spotkania rozwijamy to doświadczenie i okazuje się ono nie być depresją. To właśnie ta świadomość i gotowość na to, co się stanie, jeśli powiesz „tak”.

Z jakimi umiejętnościami chcielibyście, by wasi studenci opuszczali wasze zajęcia?

J.G.: Chciałbym, żeby ludzie wychodzili z zajęć, wiedząc mniej, niż kiedy je zaczęli. Staram się uczyć ludzi, żeby byli ciekawi wszystkiego na swój temat, ciekawi siebie, otwarci na siebie.

Zajmujecie się też kwestią władzy i przywilejów, tego, jak wpływają one na relacje między ludźmi.

J.G.: Kiedyś pracowałem z człowiekiem osadzonym w więzieniu za przestępstwa seksualne. Nie był on zbyt lotny i świadomy siebie, ale wydawał się bardzo zainteresowany rozmową na swój temat. W pewnym momencie zauważyłem, że kiedy wypowiadam słowo „władza”, on zaczyna komicznie poruszać brwiami. Powiedziałem więc: „Widzę, że interesuje cię kwestia władzy”. Ale okazało się, że on tak reagował na to słowo, ponieważ go nie rozumiał, nie wiedział, co ono oznacza. Czy to nie ciekawe? Człowiek, który uczynił niemal swoją profesją uzyskiwanie władzy nad innymi ludźmi, nie wiedział, co to słowo oznacza?

K.J.: Władza jest jak powietrze, którym oddychamy. Nie uświadamiasz sobie, że to robisz, ale robisz. Są takie rodzaje władzy, które mamy wszyscy. Ta władza i przywileje pochodzą z edukacji, pochodzenia, koloru skóry, niektóre nabywamy, inne są z nami od zawsze. Od razu widać, że ktoś stoi wyżej lub niżej w hierarchii opartej na systemie społecznym. Jest jeszcze inny sposób, żeby zdobyć władzę – dzieje się to wtedy, kiedy kolejne doświadczenia i wydarzenia w życiu czynią nas silniejszymi psychicznie. Na przykład podczas badań nad rasizmem zauważyliśmy, że Afroamerykanki są w stanie powiedzieć tak mocne rzeczy, jakich nie powie żadna biała kobieta. To wynika z ich trudnych doświadczeń. Trzeci rodzaj władzy to moc duchowa, gdy czujesz, że masz silny kontakt z Bogiem, wyższą energią, ziemią. Ta moc jest w nas.

Skoro rozmawiamy o duchowej sile, chciałabym zapytać o jeden z warsztatów, jakie organizujecie. Nosi on tajemniczą nazwę Hogwarts By the Sea (Hogwart nad morzem). Czemu właśnie Hogwart z serii o czarodzieju Harrym Potterze posłużył wam tu za metaforę?

J.G.: Ważną rzeczą w „Harrym Potterze” i w ogóle w magii jest fakt, że próba bycia czarownikiem bez znajomości zaklęć nie kończy się za dobrze. Bohaterowie „Harry’ego Pottera” wpadają w kłopoty, bo starają się robić rzeczy, które nie zawsze rozumieją. I kończą, zamieniając ludzi w ropuchy, choć wcale tego nie chcą. Trzeba wiedzieć, co się robi. Tego uczą w Hogwarcie. I stąd nazwa naszego seminarium.

Joe Goodbread terapeuta, trener, konsultant, współzałożyciel (razem z Kate Jobe i Amy Mindell) pisma „Journal of Process-Oriented Psychology”. Interesują go filozoficzne korzenie POP-u. Od 2006 roku Kate i Joe współpracują z z Instytutem Psychologii Procesu.

Kate Jobe terapeutka pracująca metodą Psychologii Procesu, doradca personalny, coach. Podejmuje się pracy z osobami chorującymi na depresję, przechodzącymi traumy, mającymi problemy w związkach, zmagającymi się z blokadami twórczymi czy zawodowymi, walczącymi z uzależnieniami.

źródło www.zwierciadło.pl,
rozmawiała Katarzyna Kazimierowska.